Życie to sinusoida. Banalne stwierdzenie dla każdego który ma w życiu jako taki balans. Nabiera jednak sensu gdy znajdujemy sie w jednym ze skrajnych punktów: albo głębokiej depresji i nieszczęścia albo haju i orgazmu szczęścia.
Doradzam wielu osobom w większości przyjaciołom. Sama jednak nie potrafię doradzić sobie. Tony poradników, które czytałam z zapartym tchem i ołówkiem w ręku pomagały na krótką chwilę. Bo potem i tak demony wracają. Ale już inaczej z nimi można porozmawiać:)
Pupcia twardnieje, obrastamy w skorupe obojętności która ma nas uchronić przed mocniejszym biciem serca. Tylko po co? Pewnego dnia kiedy wiłam się w agonii moja Mama powiedziała mi że w tym całym cierpieniu można znaleźć sens. Że cierpienie to tak naprawdę cierpliwość. Z perspektywy czasu stwierdzam że to prawda. Że nie jest dobrze jeśli cierpienie wyrywa się ze "zdrowych" granic, ale nie jest też złe jeśli zaznamy tego uczucia, dotkniemy go, powąchamy, posmakujemy i popłaczemy.
Bo sinusoida to ciekawa jazda, lepsza niż szczęśliwy autopilot na prostej drodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz